środa, 25 kwietnia 2012

Zimno wiosną

Trzeba wierzyć meteorologom i mieć nadzieję, że upały w końcu przyjdą. W tej nadziei zamieszczam przepis na domowe lody.

Lody wszystkich smaków

Baza:
4 żółtka
pół szklanki cukru + 3 łyżki
duża śmietana 36% (500 ml)





Smak:
na co tylko ma się ochotę
albo roztopiona tabliczka czekolady
albo szklanka zmiksowanych truskawek
albo pół szklanki mlecznego wyciągu z wanilii
albo szklanka gęstego smoothie z melona
i tak dalej

Żółtka utrzeć z pół szklanki cukru na białą puszystą masę (kogel-mogel ma powstać po prostu). Ubić śmietanę z resztą cukru. Wymieszać z koglem-moglem. Dodać wybrany składnik. Wymieszać i przelać do pudełka po lodach lub innego pojemnika do zamrażania. Lody powinny być dobre już po ok 3 godzinach. Świeżo mrożone są najlepsze. Potem mogą robić się nieco "gumowe", ale myślę, że to może po prostu zależeć od jakości zamrażalnika.

Poniżej propozycja podania stworzona przez Karolinę przy użyciu rozkruszonego dalmatyńskiego ciasta wielkanocnego i lodów.



Smacznego!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Na prowansalską modłę

Rok to szmat czasu. Nie ma co się usprawiedliwiać. Za to na pocieszenie nowe okoliczności przyrody i nowe kulinarne radości w nowym, choć już trochę starym, stanie cywilnym.

Na początek przygody nasze z odkrywaniem ziół, odsłona pierwsza:


Zapiekanka na modłę prowansalską
(porcja na 3-4 osoby, w zależności od apetytu)

Składniki:
250 gram makaronu (użyliśmy kokardek, ale wybór nie był najszczęśliwszy, może świderki byłyby nieco ciekawsze)
pół bakłażana
cukinia
cebula
papryka
50 gram masła
czubata łyżka mąki
pół szklanki bulionu (najlepiej warzywnego)
200 gram śmietany
3 listki suszonej (a nawet świeżej) szałwii
odrobina startego sera dziugas (lub jeśli ktoś lubi luksus - parmezan)
sól
pieprz
tymianek
rozmaryn
olej

Wykonanie:
Makaron gotujemy al dente. Warzywa kroimy w plasterki (bakłażan, cukinia, cebula) i paseczki (papryka). Dusimy je, aby zmiękły pod przykryciem na małym ogniu (doprawiwszy solą pieprzem, tymiankiem i rozmarynem) przez jakieś 10 minut. Masło rozpuszczamy na patelni, wsypujemy mąkę i chwilę smażymy, aby mąka straciła swój posmak (około minuty dwóch). Zalewamy bulionem i mieszamy do uzyskania jednolitej gęstej konsystencji (jeśli porąbią się grudki, można sobie pomóc trzepaczką). Zestawiamy z ognia, hartujemy śmietanę (wlewając po łyżeczce gorącą bazę i mieszając) i wlewamy zahartowaną na patelnię, wsypujemy rozkruszoną lub posiekaną szałwię, solimy i pieprzymy do smaku, podgrzewamy. Makaron wrzucamy na dno na dno natłuszczonego naczynia, nakładamy na niego warzywa, zalewamy sosem i posypujemy serem. Zapiekamy 20 minut w temperaturze 200 stopni Celsjusza.



Smacznego!

wtorek, 29 marca 2011

Zielono mi...



Pierwszy tydzień wiosny za nami. Nie był może porażająco piękny, ale słońce szczególnie rankami świeciło przyjemnie. Żeby wiosnę sprowokować do działań nieco bardziej ofensywnych, postanowiłem napełnić talerze czymś zielonym, co dobrze wyraża radykalną zmianę jaka nastała: koniec zimy.

Składniki
gałki muszkatołowej i kminku po łyżeczce 
papryki słodkiej pół łyżeczki soczewicy pół szklanki
groszku dwie puszki konserwowego
kostek wieprzowych na średni garnek wody 300-400 gram (takich prawdziwych kostek)
sól i pieprz do smaku
dwie marchewki średnie
jedna cebula czosnkowa
pietruszka jedna i seler jeden mały,
śmietana
szczypior

Kostki gotujemy w garnku do 3/4 wypełnionym wodą. Zdejmujemy szumowinę, która pojawi się po jakichś 20-30 minutach. Obieramy warzywa (marchew, seler, pietruszkę, cebulę), myjemy, kroimy w duże kawałki i wrzucamy do wywaru po ściągnięciu całej szumowiny. Gotujemy kolejne 20 minut. A w tym czasie... Kminek jeśli cały tłuczemy w moździerzu na drobno. Groszek odsączamy z zalewy. Przygotowujemy soczewicę i resztę przypraw. Gdy minie wspomniane 20 minut wsypujemy groszek, soczewicę, przyprawy i gotujemy jakieś minut 30, aby warzywa były miękkie, a soczewica napęczniała. Po tym czasie, jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, wydobywamy z zupy kostki wieprzowe, które nie będą nam już potrzebne, a pozostałą zupę blendujemy, aby uzyskać krem (dobrze jest wtedy zdjąć ją z gazu:). Gotowy krem nalewamy do talerzy, dodajemy do niego kwaśnej śmietany wedle upodobania (nie mieszamy jej tylko zostawiamy kleksy i cieszymy się smakowym kontrastem) oraz pokrojonego drobno szczypiorku.


Smacznego, ciepłego, słonecznego!

piątek, 18 marca 2011

Pierogi z urodzin Karolci

3 marca już dawno za nami. A ja jak widać długo ociągałem się z publikacją tego przepisu, ale bijąc się w piersi nadrabiam zaległości. Karolcia na diecie służącej zdrowiu "przewodów pokarmowych", więc to pewnie pierwszy z serii przepisów dietetycznych. Pierogi gościom smakowały, mam nadzieję, że i Wam smakować będą.


Ciasto:

mąki pół kilo plus jeszcze sporo
drożdży pół paczki
mleka 3/4 szklanki
1 łyżka cukru
sól
pieprz
2 żółtka
oleju lub oliwy pół szklanki

Mąkę siup przez sitko w naczynko. W mące grajdołek, w grajdołek kawałki drożdży, na drożdże cukier syp, syp, na wszystko w dołek mleko luj, luj, aż pełnym dołek będzie. Ściereczkę na naczynia wierzch, naczynie na bok gdzieś, minut 20 tik tak. Po czasie składników resztę w środek, zagniot, zagniot, zagniot w ciasto. Mąkę syp, aż opór ręką ciasto pewien wiadomo. Ciasto na bok. Minut 20 tik tak. Wałek w ruch. Po rozwałku kubkiem o dużej średnicy wykrój, krój, krój. A teraz farsz łyżką w środek, a farsz taki.

ziemniaków z 5
sera białego gram trzysta
cebula średnia
sól
pieprz

Ziemniaki zawczasu w skorupkach do zagotowania i miękkości. Skórki won, won. Ziemniaczki w naczynie, ser w naczynie. Cebulę w kawałki ciach, a potem w garnek z wodą wrzącą syp i minut 8 tik tak. Cebulę na sitko, odcedzenie i w naczynie. Sól (sporo), pieprz też. Blender w ruch na masę gładką (gdy robić się nie chce nieco jogurtu, ale bez przesady). Ewentualnie wszystko przez maszynkę do mielenia mięsa.

Farsz jak mówiłem w kółko z ciasta. Pieróg zgniecion. A potem ilość odpowiednią na blachę z papierem do pieczenia i do piekarnika na minut 20-30, aż się zarumienią. Spodu pilnować by się nie spaliły.


Smacznego, mniam, mniam.

Rogaliki mojej Mamy



W moim wydaniu są wciąż nie tak pulchne i nie rosną tak obfite, ale ich maleńkość i wyrastania tylko do pewnego stopnia Karolina uznaje za zaletę. Dajcie więc, Drodzy Czytelnicy, drożdżom róść i pieczcie pyszności!

Ciasto

mąki pół kilo i jeszcze sporo
pół paczki drożdży
cukru 1 i 1/2 szklanki
3 żółtka
pół kostki margaryny
3/4 szklanki ciepłego (nie gorącego! to niezwykle ważne) mleka

Wszystkie produkty powinny być w temperaturze zbliżonej do pokojowej, a nie prosto z lodówki. Mąki pół kilo przesiewamy do naczynia, robimy w środku grajdołek i wkruszamy do niego drożdże. Drożdże zasypujemy łyżką cukru i zalewamy mlekiem do wypełnienia grajdołka. Naczynie przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do czasu aż drożdży sporo przybędzie (10-20 minut).

Gdy drożdże już nam się rozmnożą, dodajemy pozostałe składniki i zarabiamy ciasto. Gdy je zarobimy i będzie zbyt kleiste, dosypujemy do niego stopniowo mąki, aż będzie stawiać pewien opór dłoniom (niezbyt wielki) i trzymać się samo siebie i niezbyt przyklejać do naczynia. Ciasto odstawiamy, aby jeszcze trochę urosło (znów 10-20 min). Po tym czasie rozwałkowujemy je na obsypanym mąką stole lub stolnicy.


Z rozwałkowanego ciasta wykrajamy trójkąty i przy podstawie każdego nakładamy odrobinę gęstego dżemu (takiego domowego raczej niż ze sklepu, bo taki się rozpłynie). Wspaniale nadaje się dżem jagodowy, agrestowy i porzeczkowy. Gdy nie mamy dżemu, bierzemy jabłka lub kruszki, kroimy w cząstki takie, aby ze dwie trzy położyć na trójkącie. Zanim jednak kawałki owoców położymy, zasypujemy je cukrem (na owocek łyżka cukru) i przyprawami korzennymi - cynamonem, imbirem, zmielonymi goździkami, gałką muszkatołową.


Trójkąty z nałożonym nadzieniem zwijamy i układamy na obłożonej papierem do pieczenia blasze. Pieczemy w temperaturze 150 stopni (w zależności od wielkości rogalików 15-25 minut), aż się zarumienią.

sobota, 5 marca 2011

Impeza z kruszonką

Okoliczności życiowe wymusiły na Karolinie jednoczesne przeżywanie diety i urodzin. Postanowiłem pomóc jej znaleźć salomonowe wyjście przez ucho igielne spomiędzy Scylli i Charybdy i upiec coś słodkiego, co nie powoduje spięcia w przewodach pokarmowych. Tak zrodziło się to ciasto ku uciesze Karolci i gości.



W miarę dietetyczny kruchy kruszonkowiec z owocami lekkostrawnymi

Ciasto:
pół kilo mąki
3/4 kostki margaryny
3 żółtka
szklanka cukru (półtora)

Kruszonka:
margaryna 1 kostka
2 szklanki albo i więcej
cukier 1 szklanka

Piana z 3 białek i szklanki cukru
puszka brzoskwiń i 2 jabłka

Mąkę przesiać, żółtka oddzielić od białek i wrzucić do mąki. Dorzucić miękką margarynę pokrojoną w kawałki i cukier. Zagnieść ciasto na jednolitą plastyczną masę. Wykleić spód i boki formy do ciasta. Po-nakłuwać ciasto widelcem. Jabłka i brzoskwinie pokroić w dużą kostkę i ułożyć na cieście. Ubić pianę z białek i cukru (można dodać przed ubiciem małą szczyptę soli, piana będzie się lepiej ubijać). Rozsmarować ją na owocach. Przygotować kruszonkę: margarynę stopić, nieco ostudzić, wsypać mąkę i cukier, wymieszać, ciasto musi być gęste i nie dawać się już mieszać, jeśli jest za rzadkie należy sypać mąkę do czasu osiągnięcia pożądanego efektu. Kruszonkę pokruszyć na pianę z białek. Piec w temperaturze 180 stopni aż kruszonka się delikatnie przyrumieni (godzinę, może nieco więcej).

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Tarta odrzucona przez kosztujących


Jedynie Tata wziął dokładkę, ale przypisuję tę względną porażkę temu, że w moim rodzinnym domu jedzenie niezawierające mięsa jest podejrzane, a przybili goście byli albo a) najedzeni, albo b) dziećmi bez apetytu. Sam jednak (bez należnej skromności) stwierdzam, że to był jeden z genialniejszych moich wynalazków na polu tartownictwa, więc dzielę się z rozkoszą.

Zielona tarta "Byle do wiosny" 
(dla licznej rodziny)

spód (proporcje szacunkowe):
mąki pół kilo
cztery żółtka
pół kostki masła
szczypta soli
dwa nieduże "łyki" oliwy
pieprz świeżo zmielony

nadzienie:
ser żółty
ser brie
różyczki brokułów (około 10-15)
szpinaku 200-400 gram (w zależności od rodzaju, świeżego więcej, mrożonego może być mniej)
ząbki czosnku dwa
masło
kukurydzy 4-6 łyżek
białka od wyżej wymienionych czterech żółtek
1 jajko
1 duża kwaśna śmietana
luj oliwy
sól
pieprz

Do mąki wrzucamy resztę składników (masło powinno być miękkie) i zagniatamy ciasto. Wykładamy je na blasze (ja użyłem balchy dużej do ciasta prostokątnej z braku formy do tarty, stąd też takie horrendalne ilości owego ciasta, jeśli korzystasz z formy tartowej wszystko trzeba podzielić na pół) wysmarowanej masłem i posypanej tartą bułką. Ja stosuję metodę rwij kawałek, spłaszczaj, zlepiaj (w skrócie KSZ), wymaga to nieco roboty, ale ciasto powstaje zabawnie nieforemne. Jeśli jesteś postępowcem i geometrą, i nie boisz się, że ciasto Ci się porwie, to użyj wałka . Ciasto wyłożone na formie wielokrotnie dźgamy widelcem, aby przepuszczało zgromadzone pod nim powietrze, które zwiększa swoją objętość w czasie pieczenia.

Na ciasto tarkujemy żółty ser, aby przykryć je cieńką warstwą. Na to układamy plasterki brie, sypiemy kukurydzą i dokładamy podgotowane różyczki (5-6 minut we wrzątku). Jeśli różyczki są za bardzo 3D, kroimy je na plastry.

Szpinak smażymy na maśle z posiekanym drobno czosnkiem, kiedy zmniejszy objętość i nieco odparuje zestawiamy z ognia i odstawiamy do przestygnięcia.
Przygotowujemy zalewajło. Białka, jajko, smietanę i oliwę roztrzepujemy wstępnie trzepaczką, aby się zmieszały. Dodajemy ostygnięty szpinak. Trzepaczką mieszamy na jednolitą masę. Dodajemy sól i pieprz oczywiście. Zalewamy zalewajłem przygotowaną tartę. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika.

Czas przygotowania (jeśli zacznie się od szpinaku): ok. 1 h
Czas pieczenia: 45 minut 170-180 stopni Celsjusza

Życzę smacznego! Na ciepło i na zimno!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...